Wenecja – Asyż – Rzym – Pompeje – Wezuwiusz – Watykan
12 – 18 października 2009 r.
Naszą tygodniową wycieczkę do Włoch zaczęliśmy od zwiedzenia "miasta kanałów" czyli słynnej Wenecji. Wbrew zasłyszanym opiniom, wcale nie jest tam tak brudno i nie czuć nieprzyjemnego zapachu ryb. Niektórzy twierdzą, że Wenecja jest przereklamowana, ale nas całkowicie urzekła. Obecność zabytkowych budowli, takich jak bazylika św. Marka czy pałac Dożów, wąskie uliczki oraz tramwaje wodne i gondole, oddają niesamowity klimat tego miasta i potrafią wprowadzić człowieka w zupełnie inny świat, z którym nie mamy styczności na co dzień. Był początek października, więc pogoda we Włoszech była oczywiście bardzo słoneczna. Z tego też powodu niezwykle ubolewaliśmy nad losem naszych znajomych i rodzin, kiedy dostaliśmy od nich wiadomość, że w Polsce spadł śnieg. Nie przejmując się jednak nadmiernie ich sytuacją, ruszyliśmy w kierunku Asyżu. Tam zwiedzaliśmy bazyliki św. Franciszka i św. Klary. To niewielkie miasteczko, które przeszliśmy pieszo w zaledwie godzinę. Urzekło nas swoją niepowtarzalnością, a pizza z miejscowych restauracji sprawiała, że nie chcieliśmy stamtąd wracać, a jedynie zatracić się w tej przyziemnej czynności, jaką jest jedzenie. Po Asyżu przyszedł czas na odwiedziny w Watykanie. Przez pół dnia zwiedzaliśmy muzea watykańskie, które wprowadzały nas w niezwykły nastrój. Były przepełnione sztuką i historią po granice możliwości. Można było wręcz wyczuć obecność wielkich artystów, takich jak Michał Anioł czy Bernini. Nastrój ten mógł zostać zachwiany jedynie przez ogromną liczbę turystów, pośród których nie trudno było się zgubić. Na szczęście obyło się bez tego typu problemów. Niestety, nadszedł czas, by zostawić plac św. Piotra za sobą i ruszyć dalej, w kierunku Monte Cassino. Tam wstąpiliśmy na Polski Cmentarz Wojenny, w celu modlitwy za gen. Władysława Andersa i żołnierzy, którzy zginęli podczas II wojny światowej. Następnie zwiedziliśmy Opactwo Benedyktynów i ruszyliśmy do starożytnych Pompeji. Spacerowaliśmy po gruzach tego miasta, nie mogąc przestać się dziwić, że przeszło 2 tysiące lat temu ktoś tutaj żył i tak sprawnie prosperował jak na ówczesne realia. Przewodniczka poinformowała nas, że kiedyś znajdowało się tu więcej restauracji, niż obecnie w niejednym polskim mieście. Zwiedziliśmy pozostałości po termach, amfiteatrze, świątyni Apollina, a nawet, ku naszemu zaskoczeniu, po starożytnym domu publicznym, w którym o dziwo, pracowali sami mężczyźni, a na ścianach była wyrysowana cała kamasutra z ich udziałem. Był to bardzo optymistyczny akcent, który wzbudził poruszenie wśród męskiej części uczniów. Następnie przyszedł czas na Wezuwiusz i zwiedzanie krateru, czego, niestety, nie byliśmy w stanie doświadczyć, gdyż na szczycie poinformowano nas, że wejście na szlak jest już zamknięte. Byliśmy bardzo przybici tym faktem, gdyż ominęły nas niezwykłe widoki. Jednakże szybko wzięliśmy się w garść i następnego, już ostatniego dnia, ruszyliśmy znów do Rzymu. Tym razem przyszła pora na najsłynniejsze zabytki: Koloseum, Łuk Triumfalny, Panteon, Kapitol oraz Forum Romanum. Niezwykłe i niespotykane było to, że w samym centrum miasta, nowoczesne budynki były otoczone przez ruiny, pozostałości z czasów starożytnych. To niecodzienne połączenie sprawiało, że wcale nie mieliśmy ochoty wracać do Polski. Jednak istnieje takie przysłowie, że wszystko co dobre, szybko się kończy i tak też było w naszym przypadku.



















